Polski mistrz dźwigów
Jakiś czas temu pisałem, że końcówka ubiegłego roku upłynęła w społeczności Lugpolu pod znakiem wysypu Technicowych MOCy. Ukoronowaniem tego wysypu był największy MOC w Polsce, czyli model dźwigu kratownicowego Liebherr LR 11350 w skali 1:40 autorstwa Aurimaxa. Aurimax przez długie miesiące nie wykazywał żadnej aktywności MOC-owej, budując w tajemnicy swoje dzieło, żeby w końcu powalić nim nas wszystkich. Dziś z drobnym poślizgiem, ale jednak, prezentujemy wywiad z twórcą tego ponad 4-metrowego potwora.
Klocki - Witaj Auri. Na początek proszę o parę słów o Tobie: skąd jesteś, czym zajmujesz się na codzień, jak zaczęła się Twoja przygoda z Lego?
Aurimax - Hmm, kilka słów o mnie? Mam 28 lat, jestem technikiem dentystycznym póki co mieszkającym w Nowym Targu. Tak jakoś mnie tu przywiało i na razie wygląda na to, że jeszcze chwilę tutaj zabawię, chociaż kto wie… Tak jak napisałem, na co dzień dłubię w zębach metalowych lub gipsowych. Mój “związek” z Lego rozpoczął się, jak na starego konia przystało, w ciężkich czasach Pewexów. Ogólnie był dramat z dostępem do klocków. Pierwszy zestaw dostałem na Wigilię w 1987 roku mając 7 lat, był to model 6656, później to już jakoś szło, raz lepiej, raz gorzej. Sytuacja finansowa mnie nie rozpieszczała, ale czasem los się uśmiecha.
Zapewne wszyscy kojarzą zestaw 8720. Na początku lat dziewięćdziesiątych, miałem może 12 lat, dostałem z okazji Dnia Dziecka, 50.000 złotych (STARYCH niestety). Na co mógłbym wydać te pieniądze jak nie na Lego. Poszedłem do Pewexu, patrzę a tam piękny NOWY, lśniący silniczek Lego, no cóż, marzenie jakich mało. Pytam się grzecznie Pani: ile taki zestaw kosztuje? Pani za ladą odpowiada: 22,000 złotych. Chwilę stałem jak wryty i powiedziałem, że poproszę TYLKO JEDEN (moja Mama zawsze mi powtarzała, chytry traci dwa razy). Dostałem karteczkę i poszedłem do kasy uiścić należność. Po powrocie zestaw czekał na mnie w firmowej reklamówce. TO BYĹO JAK SPEĹNIENIE MARZEĹ, biegłem do domu całą drogę. Po otwarciu okazało się, że dobre baterie (6 sztuk) kosztują prawie tyle co mój cały zestaw. Okazało się później, że na TYM MOIM JEDNYM JEDYNYM była źle nabita cena, po prostu nie nabiła się z przodu 4, cena tego silnika wynosiła 422.000!!! Pamiętam, że moja Mama zarabiała wtedy prawie 1.200.000 więc taki zestaw kosztował kosmiczną kasę.
To był mój cud. Od tamtej pory wszystko się zmieniło.
Teraz jest znacznie lepiej, chociaż nie luksusowo. Do klocków wróciłem w lutym 2005 roku po Dark Age’u trwającym jakieś 10 lat. Zainspirowała mnie reklamówka w piwnicy z klockami, a że za 2 miesiące miał się urodzić mój synek, to zawczasu pomyślałem o Jego rozwoju intelektualno-emocjonalnym, dokupując kolejne 3 kg klocków na Allegro . No i później kolejne, i kolejne, i tak jeszcze tak parę razy. Teraz szacuję ilość na ponad 100kg. Problemem jest teraz składowanie tego w małym pokoju, ale daję radę, zobaczymy jak to będzie po kolejnych zakupach.
- Auri, skąd pomysł na budowę tak ogromnego modelu? Skąd wybór akurat takiego dźwigu, akurat Liebherra LR 11350, czy skala modelu ograniczyła wybór maszyn do zbudowania, czy od początku myślałeś właśnie o dźwigu kratownicowym?
- No tu muszę pokazać swoją ciemną stronę
, po prostu chciałem zbudować NAJWIĘKSZÄ maszynę w Europie. Brakło mi raptem 40-60 Technic Bricków 1×16. Przyjdzie czas na rewanż. Wybór był prosty, największe wyzwanie to największa maszyna czyli Liebherr LR11350. Biorąc pod uwagę takie gabaryty to “teleskop” [dźwig mobilny z bomem teleskopowym - dop. Sariel] odpada i nawet Ty wiesz dlaczego. Problemy konstrukcyjne są ogromne, waga takiego ramienia, ilość klocków i podnoszenie takiego kolosa to abstrakcja. Kratownice są lekkie, wytrzymałe i nie wymagają dużych ilości klocków. Lubię dźwigi, więc pewnie przy dźwigach pozostanę jeszcze na chwilę. Moim wzorem do naśladowania jest ABRANT23. Jego dźwigi to istny majstersztyk i w sumie dążę do takiego poziomu, a może pionu :). Na “naszym podwórku” jest rewelacyjny Mirek (Benny80), jego modele to SÄ dopiero cudeńka, i to niemałe!
- Jakie były reakcje Twoich domowników na plan budowy ponad czterometrowego modelu? Jak na Twój pomysł reagowali ludzie, którym Lego kojarzy się wyłącznie z malutkimi zestawami z dzieciństwa?
- Tu niestety, ale ubolewam. Po nieszczęsnej publikacji wywiadu w Gazecie Krakowskiej (dodatek podhalański) jestem uznawany w tutejszych kręgach za jakiegoś “dziwaka”, ogólnie kogoś nienormalnego. Moja żona toleruje moją pasję, synek pewnie też chociaż o tym jeszcze nie wie
, cała reszta to… chyba potępia i wytyka palcami, niestety takie są realia. Sytuacja się lekko zmieniła w domu, jak dźwig “stał” w małym pokoju, przedpokoju i w dużym pokoju naraz. Wtedy klocki nabrały innego wymiaru, że w sumie to nie jest takie coś co może złożyć 8-latek. Rozkładając dźwig w kinie (ponieważ tylko tam miałem wystarczająco miejsca w “górę”), miałem okazję obserwować reakcje ludzi. Ogólnie mogę powiedzieć, że było bardzo pozytywnie. Gratulacje były przede wszystkim za wytrwałość i pomysł.
- Ponad 17 kilogramów masy, 4.6 metra wysokości, 7 silników, 600 ogniw gąsienicowych, ok. 100 metrów linki - co jeszcze można dodać do charakterystyki Twojego dźwigu?
- No cóż, za wiele to dopisać nie można. Jedynie to, że do takich maszyn nie robią instrukcji jak je zbudować :/ Prace nad nim trwały 6 miesięcy. Samo zbieranie dokumentacji i planowanie to około 3 tygodnie. Rozkładanie na ziemi całego kompletu zajmowało około godziny, a podnoszenie do pionu to prawie 2 godziny.
- Pytanie które zadaje sobie pewnie każdy na widok Twojego dźwigu to: jakiej kolekcji części potrzeba do zbudowania takiego olbrzyma? Jak duże były Twoje zasoby klockowe przed przystąpieniem do jego budowy, i ile zakupów było koniecznych żeby te zasoby jeszcze uzupełnić?
- Mam “trochę” klocków, trudno szacować ile to zestawów, bo dużą część kupowałem pojedynczo lub na kilogramy. Faktem jest, iż aby brać się za budowę modelu ponad metr długości lub wysokości to trzeba mieć “kilka” klocków. Przede wszystkim brakowało mi zębatek z40 i gąsienic, teraz tych pierwszych mam ponad 40, a gąsienic prawie 4 metry. Trochę za późno dostałem przesyłkę z NOWYMI ogniwami, myślę, że wówczas model byłby ładniejszy. Mogę napisać tylko tyle, że w następnym będą nowe gąsienice
i nowe silniki.
- Jednym z ciekawych rozwiązań jakie zastosowałeś, są blokady wyciągarek z driving ringów, pozwalające łatwo odłączyć je od napędu i zwijać linki ręcznie. Powiedz, czy nie miałeś problemu z obciążaniem driving ringów? Wielokrotnie zdarzyło mi się że driving ringi w skrzyniach biegów wysprzęglały się przy naprawdę dużych naprężeniach.
- Driving ringi to bardzo duże ułatwienie pracy i ogromne skrócenie czasu rozkładania i składania modelu. Po odłączeniu ich od napędu wystarczyło podłączyć silnik bez przełożenia i bardzo szybko zwinąć linę. Przełożenia na bębnach w dźwigu są bardzo duże, w końcu muszą podnieść kilka kilogramów. Nie miałem najmniejszych problemów z wysprzęglaniem driving ringów, ale wydaje mi się, że to z powodu, iż były zamontowane w połowie całej sekcji z przełożeniem. W gruncie rzeczy to nie działały na nie jakieś ogromne siły, i może w tym tkwi rozwiązanie. Gdybym zamontował je tuż przed bębnem z liną, to mogłyby być problemy.
- Ogromne wrażenie robi na mnie to, że Twój dźwig, przy kilkunastokilogramowej masie, jest w stanie jeździć napędzany zwykłymi silniczkami 9V Lego. Czy trudne było stworzenie podwozia, które nie tylko utrzyma taką masę ale pozwoli ją przemieszczać? Czy nie miałeś problemów np. z wytrzymałością osi albo gąsienic?
- Jeśli chodzi o całe podwozie to jedynym mankamentem było przeniesienie napędu z silników. Najprościej silniki jest zamontować w “danej gąsienicy”, jednak u mnie nie było tyle miejsca. Napęd zamontowany miałem w poprzecznych belkach łączących dwie gąsienice. Trochę nad tym siedziałem, gdyż taka masa potrzebowała dużego przełożenia. Bez ślimaków się nie obeszło, później jeszcze jakieś redukcje i nawet jakoś to jeździło. Prędkość oczywiście mała, ale to prawie jak Truck Trial. Przy tym projekcie nie zniszczyłem ani jednej osi czy zębatki, wniosek nasuwa się jeden - przełożenie było optymalne :). Aby zwiększyć płaszczyznę gąsienic, połączyłem dwa pasma ogniw płytką 1Ă8. To łączenie nie jest idealne, przy jakiejkolwiek nierówności odpadały te klocki.
- Co było największym wyzwaniem na jakie natknąłeś się przy konstrukcji Twojego Liebherra? A może było też coś, co okazało się zaskakująco łatwe?
- Hmmm, wyzwanie? Wyzwaniem było podnoszenie czegoś długiego na ponad 4 metry przy pomocy paru linek. Były tam ogromne przeciążenia, kilka razy konstrukcja nie wytrzymywała i łamała się kratownica albo rozrywało wielokrążki. Przy tym dźwigu nic nie było łatwe, cały czas pod górkę, jak nie to było źle, to coś innego było. Dzisiaj wiem, że przy takiej skali mogłem się bardziej postarać, jednak nie jestem estetą jak Maciek Drwięga czy Dmac. Dla mnie najważniejsze jest działanie później wygląd, dlatego tak mało szczegółów i innych detali, chociaż naklejki zrobiłem ![]()
- Twój dźwig spotkał się z entuzjastyczną i masową reakcją polskiego środowiska AFOLi. Czy były jakieś reakcje które Cię zaskoczyły, albo były dla Ciebie szczególnie miłe? Czy śledziłeś czy i z jaką reakcją dźwig spotyka się za granicą?
- Hmmm! Jeżeli chodzi o reakcje to byłem bardzo mile zaskoczony, ponieważ nie spodziewałem się jakiegoś entuzjazmu. Cóż, MOC jak każdy inny [tylko ciut większy
- dop. Sariel] i w sumie nie było co za wiele o nim napisać. Bardzo się ucieszyłem jak na forum otrzymał dużo pochwał jak i również kilka konstruktywnych uwag. Do kolejnego dźwigu bardziej się przyłożę
. Przyznam, że nie mam zielonego pojęcia czy gdzieś na świecie był poruszany temat mojego modelu. Jeżeli tak, to bardzo raduje mnie taka myśl.
- Czy możesz zdradzić coś odnośnie swoich dalszych planów? Czy kolejny MOC będzie równie ogromny, i kiedy można się go spodziewać?
- Niestety, ale teraz mam taką, a nie inną sytuację domowa, że budowanie czegokolwiek jest BARDZO utrudnione :/ . Buduję raczej spontanicznie, nie tak jak Ty, czyli 3-4 MOCE miesięcznie. Czasem tworzę szybko, czasem bardzo długo. Jedynie co mogę napisać i obiecać to, że już od dłuższego czasu zbieram materiały do czegoś wysokiego (znowu !). Teraz jeszcze kilka zamówień na Bricklinku i może coś się samo zbuduje .
- Dzięki za Twój czas, i nie przestawaj budować ![]()
- Dziękuję i pozdrawiam, Auri.









6 czerwca 2008 11:42
Pamiętam z Kielc, jak obok siebie stały dźwigi Bennego i Auriego - niesamowite wrażenie!
6 czerwca 2008 19:14
zawsze jak spojrze na tego dżwiga jestem pod wrażeniem
czekam na więcej takich dżwigów
7 czerwca 2008 17:01
Super wywiad, świetnie napisany i zredagowany. Respect dla budowniczego, mieć czas żeby to wszystko razem do kupy złożyć, jesteś wielki !!!