Kulisy PRL-u czyli o świni i o baloniku
Nasz nieoceniony Zgredek tradycyjnie drąży mroczne wspomnienia czasów PRL-u.
Któż nie pamięta (a większość nie pamięta) tych pięknych czasów kiedy to zwykły bagażnik czy to Syrenki czy to Warszawy służył za niewielki chlewik? A gdy jeszcze przewoziło się razem z prosiakiem ziemniaczki czy marcheweczkę to już zupełny wypas.
Bardzo prosty przepis na wyborną potrawę “Wieprzowina a la ORMO”:
Do bagażnika syrenki wsadzamy świnię i obkładamy ją ziemniakami i jabłkami. Można dodać trochę marchewek i kilka główek czosnku (jak kto lubi). Wypijamy pół litra wódki na odwagę. Zamykamy szczelnie bagażnik i ruszamy. Rozpędzamy samochód do prędkości około 50-60 kilometrów na godzinę. Następnie uderzamy w dość solidną latarnię. Wyczołgujemy się z samochodu z drugą butelką wódki (która posłuży nam za trunek do głównego dania). Czekamy aż samochód zajmie się ogniem i aż zjawi się Straż Pożarna i Milicja Obywatelska. W płonącym samochodzie nasz prosiaczek wspaniale się upiecze, skórka się przyrumieni, a mięsko przejdzie aromatem palonej gumy, płonącej benzyny i tapicerki. Gdy Straż Pożarna ugasi samochód możemy przystąpić do konsumpcji.
Smacznego







