Wstrzymajcie zapalanie świeczek
Blog nie umarł po raz kolejny. Cały czas trzymam rękę na pulsie, ale chwilowo nie mam weny na pisanie a nie chcę nic na siłę wymyślać.
W górę serca!!!
Blog nie umarł po raz kolejny. Cały czas trzymam rękę na pulsie, ale chwilowo nie mam weny na pisanie a nie chcę nic na siłę wymyślać.
W górę serca!!!
Wypuszczenie kolekcjonerskich ludków, to z pewnością jeden z najciekawszych, najlepszych, najbardziej pomysłowych, najfajniejszych i najbardziej zasysających kasę pomysłów tej zdradzieckiej firmy. Na razie znamy 4 serie, na horyzoncie są już przecieki o piątej i informacje, że na tym się nie skończy, ale myślę że już z pierwszych 4 serii można zrobić małe podsumowanie. Jednym słowem Top 10 moich ulubionych figurek z tychże właśnie serii. No to zaczynamy od końca.
Numer 10 - Frankensztajn
Wygląda naprawdę świetnie i moim zdaniem bije poprzednika (chyba z serii Studios) na głowę. Przypomina mi poczciwe monstrum z “Młodego Frankensteina” Mela Brooksa w niezapomnianej kreacji Petera Boyle`a. Bardziej śmieszny i melancholijny niż straszny.
Numer 9 - Spartanin
Bardzo fajna figurynka na którą czekaliśmy od dawna. Niestety, nie wiem czemu mój zapał do niej osłabł jakoś zupełnie. Czekałem, czekałem i teraz się zastanawiam co z nią zrobić? Ale zasłużone miejsce w dziesiątce. Za oryginalność.
Numer 8 - Marynarz
Bardzo prościutka figurka i jednocześnie naprawdę śliczna. Przede wszystkim kapitalna czapeczka i srebrna lunetka. Rzecz, która z pewnością się przyda nie raz. Mamy mnóstwo “pirackich” marynarzy, a teraz wreszcie normalny, współczesny “cywil”.
Numer 7 - Elf
A w zasadzie Leśny Elf. Naprawdę kapitalna figurka. Nie ma słabego punktu. Włoski ze spiczastymi uszami, nowy długi łuk, tarcza, nadruki na torsie i nogach. Kolorystycznie też wszystko pięknie gra. Wygląda wybornie.
Numer 6 - Tenisistka
Pierwsza kobita w zestawieniu. Nie jestem jakimś fanem sportowych figurek, a mamy ich sporo. Wszyscy Ci piłkarze, łyżwiarze, kierowcy rajdowi mogą dla mnie nie istnieć. Ale tenis to jedna z miłości mojego życia. Kto oglądał Ivanisevicia wygrywającego z Wimbledon wie o co chodzi. Jak tylko znajdę chwilę czasu zabieram się za kort tenisowy. Oczywiście trawiasty.
Numer 5 - Klaun
Można się w nim zakochać od pierwszego wejrzenia. Kapitalna trąbka, “malinkowe” włoski, wymalowana buźka i ten kosmiczny kolorowy strój. Jedna z “ikonicznych” figurek całej serii.
Numer 4 - Mim
I kolejna “ikona”. Fantastyczne i to aż 3 główki z trzema różnymi minkami. Piękny beret, ubranko. No i cały jest pięknie czarno-biały. Wyjątkowa figurka. Stoi na biurku w pracy i wszystkich zachwyca
Numer 3 - Gejsza
Druga i ostatnia kobieta na liście. Wielkie podziękowania dla Lego za tę figurkę. To kimonko, ta upudrowana buźka, ten wachlarz. Kolorystycznie to chyba najlepsza figurka ze wszystkich serii. Żona od razu sobie zamówiła 5 sztuk jak tylko się pojawią.
Numer 2 - Muszkieter
No i mamy numer 2 na liście. Generalnie to mam fioła na punkcie historycznych figurek, a żołdaków w szczególności. No i mamy. Wypełnienie wielkiej luki między Średniowiecznym Castle a podchodzącą pod 18 wiek serią Piraci. Przepiękny torski, zawadiacka mina, rapierek. Cud miód. Jakby jeszcze pojawił się różowawo-czerwony Kardynał Richalieu…
Numer 1 - Robot
No i na końcu wyczekiwany numer 1. Zwycięzca mógł być tylko jeden. Absolutnie najgenialniejsza figurka ze wszystkich serii i nie wiem co Lego musiałoby wypuścić, żebym zmienił zdanie. Robot jest absolutnie fantastyczny. Oprócz tego przypomina mi (choć wyglądem się różnią) biednego i poczciwego robota z mojej ulubionej gry ostatnich lat czyli “Machinarium”. To jest też ulubiona figurka mojego syna Julka, który mimo niecałych 5 lat namiętnie grywa w “Machinarium” pomagając małemu robotowi walczyć ze złymi “garmami” (nie wiem o co chodzi poza tym, że to te złe roboty)
I to na razie na tyle. Czy piąta seria by tutaj coś zmieniła? Możliwe, aczkolwiek zdjęcia na razie słabej jakości więc nie brałem ich pod uwagę.
Nie wszyscy wiedzą, że dwie zniszczone Gwiazdy Śmierci nie były jedynymi. Pewne światło na całą sprawę rzuca odnaleziony ostatnio na Endorze fragment dziennika.
Dzień 238
Tradycyjnie zawsze można liczyć na dział zamówień. Właśnie dostałem informację, że zamówione przeze mnie 28000 ton stali szlachetnej jest już w drodze na Gwiazdę Śmierci. Miała być 3 miesiące temu, będzie za 3 miesiące. Poza tym to nie stal tylko mahoniowe drewno. Myślę, ze to świetny pomysł zrobić z drewna ze 4 hangary dla myśliwców. W sumie to nawet nie trzeba było ściągać go z drugiego krańca Galaktyki. Na Endorze jest cała masa drewna.
Dzień 247
Wróciłem z krótkich wakacji. Akumulatory naładowane, zaczynamy ten kierat od nowa.

Dzień 266
Drewno zawróciło, podobno ma być jednak stal (czyli jednak ktoś tam czyta specyfikacje? ciekawe kto?). Właśnie dowiedziałem się, że plany tego gigantycznego działa będą jednak zmienione. Ma niszczyć całe systemy planetarne a nie tylko pojedyncze planety. Jakiś genialny inżynier przekonał Admiralicję, że jest to całkiem realne. Policzyłem sobie szybko na kalkulatorze, że samo zasilanie do czegoś takiego zajęłoby objętościowo 3 Gwiazdy Śmierci. No ale ja nie jestem ani inżynierem ani admirałem. Super…
Dzień 281
Inżynier na szczęście wylądował w kamieniołomach, a ¼ admiralicji została przeniesiona w stan spoczynku. Jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie.
Dzień 290
Formularze, paragrafy, załączniki, przetargi, kontrole, załączniki, odwołania, logistyka, załączniki, załączniki, ZAŁĄCZNIKI!!!

Dzień 299
Dzisiaj upłynął termin siódmego przetargu na dostawę elektryki na GŚ. Tradycyjnie znowu nie było chętnych, tradycyjnie rozpisujemy kolejny przetarg. Trudno się dziwić. Poprzedni podwykonawca za zakończenie prac w terminie został zamrożony jako sabotażysta. Od tamtej pory chętnych brak. W sumie to nie dziwię się Imperialnej Izbie Kontroli. Wszystko tutaj ma opóźnienia od 8 miesięcy do 3 lat, a ten przygłup wygrywa przetarg i robi wszystko w terminie. Jak nie sabotażysta to wariat. Idę się napić „Marsjańskiej gorzkiej”.
Dzień 301
Podobno Główny Inżynier odkrył błąd w obliczeniach. Generator jądrowy o wymaganej mocy będzie wymagał drugiej Gwiazdy Śmierci jako nośnika urządzeń chłodzących. Wyszło za drogo i dział księgowości doszedł do wniosku, że może jednak przejdziemy na węgiel zamiast atomu?
Dzień 318
Wszystko gra. Opóźnienie całego projektu sięga już 27 miesięcy. Na szczęście synek Głównego Inżyniera przez przypadek przejrzał notatki. Nie będzie jednak węgla tylko reaktor atomowy. Ojciec zapomniał sinusa na 875 stronie. Ciekawe co zrobimy z kominem, który już zaczęli odlewać. To w końcu 30 kilometrów litej, stalowej rury.
Dzień 333
„Niezapowiedziana kontrola”. Jak zwykle jedynym zaskoczonym jest mój szef. Przybył specjalny wysłannik Imperatora. „Zdobywca lodowej planety”, „Bohater z Hoth” jednym słowem pupilek Imperatora pieprzony generał Veers ze swoją świtą. Zażądali od razu sprawozdania z opóźnień w projekcie za ostatnie 12 miesięcy. Łącznie z załącznikami i korespondencją.
Dzień 336
Skończone. Kontrola zajęła cały 6 hangar. Tylko tam mogły się zmieścić dokumenty i twarde dyski z korespondencją.
Dzień 341
Kontrola, kontrola i po kontroli. Veersa odwieźli do szpitala. Udar mózgu czy coś takiego. Podobno trafiło go jak próbował rozwikłać tajemnice hydrauliki w sektorze 29. Cóż, każdy głupi potrafi podbijać jakieś lodowe pustynie, ale nie każdy nadaje się do pracy w Administracji Imperialnej.
Dzień 355
Wczoraj śnił mi się Imperator. Kazał mi przeliczyć na nowo wszystkie obliczenia i zbudować model Gwiazdy Śmierci w skali 1:13 z gliny. Chyba potrzebuję wakacji.

Dzień 366
Upodliliśmy się dzisiaj „marsjańską” w knajpie „Pod Ciemną Stroną Mocy”. Nic nie pamiętam. Przysiadł się do nas jakiś Murzyn z wielkim futrzakiem. Fajny gość, tylko imię miał śmieszne. Landos czy jakoś tak. Bardzo go interesowały wszystkie szczegóły budowy. Nareszcie jakaś bratnia dusza.
Moja głowa…
Dzień 389
Przyleciało 28000 ton drewna…
Gdzie jest najbliższy punkt rekrutacyjny Rebeliantów?
.
.
.
Dzień 2945
No nareszcie koniec. Warto było, naprawdę warto.
Wszyscy mieli łzy w oczach jak przemawiał Imperator.

PS. Kto by pomyślał, że zmiana kilku przecinków może mieć aż takie znaczenie???
No to pora na zajęcie się kolejnymi nowościami z tegorocznej oferty. Oczywiście nie chodzi o jakieś tam dziwaczne Unimogi tylko o to na co tygrysy czekają najbardziej. Zameczki
Mamy już zdjęcia kilku (miejmy nadzieję, że nie wszystkich zestawów) na ten rok. O dziwo są to zestawy, na które zawsze czekamy i których nigdy nie dostajemy. Czyli po prostu zestawy cywilne.
7189 - Village Raid


Naprawdę jeden z najbardziej udanych zestawów w historii serii “Castle”. Budyneczki małe, ale naprawdę udane. Młyn mógłby być trochę większy, ale nie wymagajmy zbyt wiele. Fantastyczna kolorystyka w stonowanych pastelowych kolorach, trzech wieśniaków z nowiutkimi torsikami a wśród nich zacna kobitka. No i przede wszystkim powrót wielkiej, ubóstwianej przez wielu fanów relikwii czyli wideł. Oprócz tego nowe wiadereczko i nowe okiennice znane już choćby z Piratów. Zdecydowanie zestaw numer jeden.
7187 - Escape from Dragon’s Prison

Mały ale przyjemny zestaw. Niczego sobie brama, kilka przydatnych figurek no i przede wszystkim Nowy kropierz dla konia, który prezentuje się po prostu pięknie.
7188 - King’s Carriage Ambush

Cóż… Zestaw po prostu paskudny jak na mój gust. Drzewka są fajne, figurki też, ale ta “karoca”. Niedawno w serii Fantasy Era był rydwan królewski. Zastanawiałem się wtedy czy można zbudować gorszy “średniowieczny pojazd”. Jak widać nie ma rzeczy niemożliwych i można
Jest po prostu okropny, począwszy od konstrukcji, na kolorystyce kończąc. Nadmuchany balon na złotych kołach.
6918 - Blacksmith Attack

A tutaj z kolei prześliczny zestawik. Malutka kuźnia, piękna figurka kowala, nowa broń i jeszcze dorzucony na dokładkę kurak. Kwintesencja małych zestawów zamkowych Lego.
Ogólnie rzecz biorąc bardzo udane te zestawy. Dwa po prostu świetne, jeden niezły i jeden niestety marny, ale zważywszy na nowe zwierzaki, broń, części i kilka pięknych cywilnych figurek to bardzo udana linia.
Najgorsza jest jednak ta hipokryzja naszej ukochanej firmy. Cały czas słyszymy jak to trzeba się wystrzegać przemocy, sprowadzać dzieci na dobrą drogę i inne pierdoły. No i mamy. Nawet wioska nie może być spokojna, bo ktoś (pewnie z marketingu) musiał tam wpuścić żołdaków, żeby “umilili” sielskie, nudne i spokojne życie wieśniaków za pomocą przemocy, rozlewu krwi i grabieży. Nawet biedny kowal nie może nad tą rzeczką w spokoju wykuwać narzędzi mordu bo zaraz pojawia się jakiś gostek co chce mu urżnąć łeb. Firma Lego rzecz jasna przemocą gardzi, ale pogarda szybko mija jak tylko ktoś się zorientuje, że może to wpłynąć na wyniki sprzedaży.
Dzisiaj dość krótko, bo w zasadzie tylko dwie miniaturki.
Miniaturki, które pokażą nam jak za pomocą kilku klocków zrobić niesamowity efekt efekt.
Na początek rzecz “nieco” starsza. Bruce Lowell zmontował stosunkowo niedawno ( raptem pół roku temu) fantastyczną miniaturkę. Dosłownie garść klocków, a wrażenie bezdennego szybu jest tak realistyczne jak w kinie. Naprawdę powala na kolana. Po raz kolejny mamy dowód, że tylko wyobraźnia jest ogranicznikiem i zbudować można praktycznie wszystko. Jakby człowiek patrzył w bezdenną otchłań. Mistrzostwo świata.

Drugą rzecz zbudował Rod Gilles. Kolejna miniaturka i kolejny przykład, że nie kilogramy klocków tylko wyobraźnia jest najbardziej potrzebna do budowania.

Już samo użycie dziobów okrętowych trąci geniuszem, ale użycie łuków, żeby oddać wielkie, głębokie i nienasycone gardło geniuszem po prostu jest. Zdecydowanie jedna z najlepszych miniaturek jakie kiedykolwiek zbudowano z lego.
A więc patrzmy i podziwiajmy
Dzisiaj kolejna nowość. Co prawda firma Lego grozi straszliwymi sankcjami za ujawnianie tych ściśle tajnych danych o nowych zestawach, ale trzeba czasem poczuć dreszczyk emocji
Poza tym ja nawet nie jestem w zespole redaktorskim tego bloga więc w razie czego siedzieć pójdą inni. Ale paczki do ciupy będę wysyłał, spokojna głowa.
W 2009 roku Lego wypuściło zestaw, który można śmiało powiedzieć jest najpiękniejszym pociągiem z klocków w historii. Tak jak Cafe Corner był kamieniem milowym w dziedzinie budynków, tak Szmaragdowa Noc była tym samym w dziedzinie pociągów.

No po prostu cudo. Niesamowita lokomotywa, tender przepiękny wagon, no i sama kolorystyka. Aż dziw, że to normalny zestaw a nie fanaberia jakiegoś fana.
Oczywiście zaraz po wyjściu tego zestawu wiele osób łącznie ze mną zastanawiało się czy będzie to jednorazowy wyskok czy może taka seria jak w przypadku Modular House.
Na szczęście mamy kolejny pociąg z tej serii. Wydany jak i poprzednik w serii Exclusive. Przed nami 10219 Maersk Train. Tu od razu trzeba dodać, że Maersk to jakaś firma transportowa (chyba, nie za bardzo się na tym znam i znać nie chcę) a kolor tej firmy jest legendarnym kolorem “maersk blue”. Kolorem bardzo rzadkim i przez to pożądanym przez wszelkiej maści legowych wariatów, dewiantów, fetyszystów, jednym słowem AFOL-i
Niedawno jeden z nich zakupił na Bricklinku kask dla ludzika w tym kolorze za jakieś 600 zł.
No ale dość gadania. Zdjęcia:



Oj jest na co popatrzeć. Cudeńko. Lokomotywa, dwa wagony, trzy kontenery i fikuśny samochodzik. 1235 części, więc 150 więcej niż w Szmaragdowej Nocy. Kolorystycznie przedstawia się bardzo ładnie. Spokojne, pastelowe barwy. Pod względem konstrukcji też wygląda rewelacyjnie. Na szczęście nie ma w nim żadnej elektryki, co gwałtownie podniosłoby cenę. Z mojego punktu widzenia to olbrzymi plus, bo po prostu kupię sobie to cudo, postawię i będę się gapił. No właśnie, ciekawe jaka będzie cena. Szmaragdowa Noc na Allegro chodzi po około 400 zł. Tutaj raz, że więcej części, dwa, że pewnie za licencję Maerska trzeba będzie coś dorzucić. Pewnie z 500 złociszy trzeba będzie wybulić. Szykuje się fatalny rok dla miłośników naszych plastikowych zabawek. Piraci z Karaibów, pociąg, zestawy z serii Kingdoms, nowy Millenium Falcon z Gwiezdnych Wojen, kolejny budynek z serii Modular, Ulica Pokątna z Harrego Pottera… A to dopiero czubek góry lodowej.
Wreszcie ujrzały światło dzienne oficjalne zdjęcia wyczekiwanych od dawna zestawów “Piraci z Karaibów”. Nie będę ukrywał, że mając do wyboru dwa filmy, jeden “Piraci z Karaibów” a drugi dajmy na to “Gdzie jest dom mojego przyjaciela” Abbasa Kiarostamiego zwanego irańskim Bergmanem wybiorę ten pierwszy
. Do dzisiaj mnie trzęsie jak sobie przypominam tortury w kinie…
Ale nie będziemy dziś roztrząsać moich patologicznych związków z kinem irańskim tylko zajmiemy się nowymi zestawami. Nie będę ukrywał, że uwielbiam “Piratów z Karaibów”. Naprawdę fantastyczna porcja rozrywki i chyba najlepsza seria przygodowa od czasów “Indiany Jonesa”. No i ten piracki klimat, temat śliski o czym przekonał się sam Polański kręcąc “Piratów”, nie wspominając już o totalnej klapie “Wyspy Piratów”. Kto w młodości nie chciał być piratem niech zgnije w piekle (ja nie chciałem akurat).
Ale wróćmy do “adremu” jak mawiał pewien stary komunista.
Flagowy okręt Czarnobrodego - Zemsta Królowej Anny

Co tu dużo pisać. Wiem, że fani klasycznych piratów najchętniej powiesili by mnie na rei, ale dla mnie to najładniejszy statek piracki Lego. Przede wszystkim wspaniała kolorystyka ze wstawkami z mojego ulubionego koloru ciemnoczerwonego. Jak widać na burcie, aż sześć dział (otworów strzelniczych raczej) no i fantastyczne figurki. Numer jeden na liście zakupów.
Fontanna Życia

Malutki przyjemny zestawik. Mało klocuszków ale przydatnych i do tego w fajnych kolorach. No i esencja tego zestawu czyli trzy przepiękne figurki. Na szczęście Czarnobrody występuje w tym małym zestawie a nie tylko w wielkim statku, więc będzie okazja dorwać go taniej, broda to majstersztyk. Niestety nie wiem co to za trzecia persona bo zestaw nawiązuje do najnowszego filmu, którego treści nie znam i znać nie chcę.
Ucieczka od kanibali

Kolejny bardzo fajny zestawik. Znowu dwie garści przydatnych klocków i wspaniałe figurynki dwóch kanibali, Jacka i Willa Turnera.
Kapitańska Kajuta

Okręciki w butelkach, globus!!! No i znowu te obłędne figurki. Tutaj nie ma złych zestawów (ok, jeden jest przeciętny).
Isla de la Muerta

Jack Sparrow w wersji szkieletorskiej, dwa wcielenia Hektora Barbossy i panna Swann. A do tego sztabka złota!!! Będzie można zbudować Fort Knox
Ucieczka z Londynu

Tym razem nieco większy zestaw i równie udany. Fajny budyneczek, ładna karoca, mnóstwo akcesoriów i chyba jakieś nowe półokrągłe okna w budynku? Tutaj jedno chyba rozczarowanie. Tors żołnierza wydaje się taki sam jak w ostatniej serii Piratów Lego, a ten tors mi się zupełnie nie podoba. No cóż przeżyjemy to jakoś.
Młyn

To chyba najsłabszy zestaw z całej linii. Jakoś mi nie podchodzi po prostu. Za to ludzik z załogi Davy Jonesa przepiękny. Ciekawe czy w skrzyni jest serce? Norrington też wygląda chwacko.
Zatoka białej Czapki?

Ten zestaw jest śliczny po prostu. Architektonicznie bardzo mi się podoba. Figurki jak zwykle wyglądają przepięknie a wśród nich dwie przeurocze syreny z nowymi ogonkami.
Cóż powiedzieć? Dla mnie absolutna bomba. Od kiedy pojawiły się przecieki, a później zdjęcia prototypów czekałem z utęsknieniem na zdjęcia oficjalne. No i było na co czekać. Całość prezentuje się wybornie, po prostu wybornie.
No i pozostaje wielka niewiadoma. Czy doczekamy się “Latającego Holendra” i jego wspaniałego i okrutnego dowódcy Davy Jonesa? Bez tego okrętu i bez tej postaci nie wyobrażam sobie tej serii. Cicha nadzieja że może będzie to zestaw Exclusive. Oby
We wrześniu ubiegłego roku “niejaki” Mike Doyle zbudował niesamowitą rzecz. W zasadzie można to rozpatrywać już chyba w dziedzinie sztuki z klockami jako tworzywem równorzędnym metalowi czy marmurowi na przykład. To już nie wesołe kolorowe klocuszki i wesołe ludki. W zasadzie na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać, że to klocki. Oczywiście ktoś kto ileś lat spędził na budowaniu czy gapieniu się na klocki rozpozna od razu. Pokazałem to kilku osobom luźno związanymi z budowaniem i były autentycznie zaskoczone, że to Lego. Zabawne, bo sytuacja jest podobna jak z budowlami Briana Williamsa opisywanymi w poprzedniej notce. Jak zobaczyłem pierwszy budynek to myślałem sobie, że lepiej już nie można.

Popatrzcie więc na drugi. Oj można i to jak można
. Stary, podniszczony wiktoriański budynek, na który jeszcze zwaliło się jakieś nieszczęsne drzewo. Oczu nie można oderwać. Nie będę opisywał szczegółowo ani technik ani ilości elementów czy kolorystyki, bo Mike bardzo szczegółowo opisał to na swoim blogu (po angielsku niestety) http://mikedoylesnap.blogspot.com/

No to może teraz coś na pociechę
. Każdy kto kiedykolwiek budował coś bardziej zaawansowanego z klocków wie, że im mniejsza skala tym większa trudność. A te “domki” są naprawdę duże. Więc i problem zbudowania tego jakby zmalał. Nie ma to jednak wpływu na efekt końcowy. To naprawdę dzieła sztuki.
Następnym razem damy coś zwykłego, bo za dużo tych geniuszy i sztuki tutaj się panoszy.
Bobofrutx zbudował przepiękną małą scenkę w zimowych klimatach. Naprawdę rzadko się spotyka coś tak niewielkiego, mało skomplikowanego i jednocześnie pięknego. Żyjemy w czasach gdzie ilość różnorodnych klocków w niemal każdym kolorze jest olbrzymia. W zasadzie można zbudować praktycznie wszystko. Dla mnie jednak kwintesencją klocków są te proste, niezbyt duże konstrukcje bez żadnych kosmicznych technik. Po prostu tak jak budowało się kiedyś. Malutki budynek, wspaniałe pojazdy, niewielka stacja badawcza, symbolicznie tylko zaznaczony śnieg i kilka ludzików. Coś takiego mogłoby być jednym z najpiękniejszych zestawów firmowych Lego. Każdy klocek na swoim miejscu, żaden klocek nie jest zbędny.

Koniecznie zobaczcie całą galerię.
Kwintesencja klocków Lego. Naprawdę chciałbym zbudować kiedyś coś takiego
Dzisiaj z kolei absolutna nowość. Ba, w zasadzie nawet dwie nowości autorstwa pana Briana Williamsa.
Na samym początku trzeba dodać kilka słów wyjaśnienia. Pierwsza praca pochodzi z października 2009 roku, druga zaś z sierpnia 2010. Jak widać są to absolutne nowości. Patrząc na szybkość i częstotliwość publikacji na tym blogu są to w zasadzie “preliminary pictures”
. Zresztą nigdy nie goniliśmy za sensacją i dobra praca która ma 3 lata będzie dla nas o wiele ważniejsza niż jakieś nowiutkie barachło. Poza tym blog oprócz tego, że bawi ma również uczyć. W tym przypadku żelaznej cierpliwości. Mam nadzieję, że wszyscy malkontenci zrozumieli ten jasny i czytelny przekaz?
No to zaczynamy (proszę nie lizać monitora).

I w zasadzie możemy od razu skończyć, bo każdy kto cokolwiek z klocków zbudował i cokolwiek zbudowanego z klocków widział (”Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?”) może od razu się rozpłakać. Osoby z miłą osobowością będą płakać ze szczęścia obcując z takim arcydziełem, natomiast osoby z czarnym podniebieniem takie jak ja będą płakać z zazdrości, że tak nie potrafią życząc autorowi żeby mu się klocki wysypały.
Praca inspirowana jest serialem przygód młodego Indiany Jonesa. Serialu nie znam bo i po co? Harrison Ford to Harrison Ford i basta. Pierwszy raz jak to zobaczyłem to gapiłem się na zdjęcia chyba z godzinę. Jest tam tyle niesamowitych pomysłów od całkowicie dziwacznych jak rozszerzone nóżki minifiga na koniu po genialnie proste jak kaktusy, że głowa boli. Do tego ta obłędna podstawka pod model, niesamowicie klimatyczne zdjęcia, fantastycznie dobrane minifigi. To jedna z tych naprawdę nielicznych prac, które zasługują na miano dzieła sztuki.
Ciekawa sprawa z tym Brianem Williamsem. Po zbudowaniu czegoś takiego i masy innych pięknych rzeczy udało mu się zrobić coś jeszcze lepszego.
Proszę bardzo:

(Znowu ten nieszczęsny serial, którego nie znam jako inspiracja.)
I tu dochodzimy do ściany. Rzecz jest tak absolutnie genialna pod względem kolorystyki, scenografii, dramaturgii, techniki budowli, sposobu prezentacji że lepiej już nie można. Dwa wspaniałe modele czołgów - zielony Mark V i Fiat 3000b w kolorze piaskowym. Pomysł płomienia i tego “gryzącego dymu” zasługuje na klockowego Nobla. Jest to jednocześnie na tyle realistyczne ile trzeba a jednocześnie na tyle klockowo-zabawkowe ile być powinno.
Gdybym miał zabrać na bezludną wyspę tylko kilka ulubionych budowli z klocków te dwie byłyby wśród nich.
Wojna to jednak piękna rzecz…
Oj piękna…